
Rzym (zdjecie Giampaolo Macorig)
Po raz kolejny okazuje się, ze przez Internet można załatwić niemal wszystko. W czasie gdy ja tutaj bloguję, mój mąż zorganizował nam kolejną letnią zamianę na mieszkania. Jak wszystko dobrze pójdzie – czekają nas rzymskie wakacje!
Dla osób, które nie wiedzą o co chodzi, polega to na tym, że zamieniamy się z inną rodziną na mieszkania – oni u nas, a my w tym samym czasie u nich (patrz strona www.HomeExchange.com lub inne). Będzie to nasza druga wymiana. Poprzednia – do Paryża - była naprawdę SUPER.
Na początek trzeba zarejestrować się w serwisie (odpłatnie) i stworzyć ofertę swojego mieszkania. Jak najatrakcyjniejszą, ale bez przesady, musi odpowiadać prawdzie.
A potem, jak na filmie „The Holiday”, parę wymienionych emajli, rozmowy na Skypie i już rezerwujemy bilety.
Pewnie nie ma w tym nic niezwykłego – każdy może wsiaść w samolot i polecieć do Rzymu czy Paryża, czy w jakieś dużo bardziej egzotyczne miejsce (dostaliśmy na przykład kuszącą ofertę z Namibiii).
Kiedyś, w dawnych czasach - B.A. czyli before Adam (Adam to mój czteroletni syn), gdy jechaliśmy na wakacje, nie kłopotaliśmy się o takie drobiazgi jak planowanie pobytu, rezerwacje hoteli, i takie tam. Nie jeździliśmy na wczasy pobytowe i na ogół nie zagrzewaliśmy miejsca w jednym miejscu na dłużej niż kilka dni – no chyba, że miejsce było naprawde super, ale nawet wtedy, zaraz ciągneło nas, aby sprawdzić co jest za nastepnym zakrętem.
Podróże z małym dzieckiem to jednak zupełnie inna para kaloszy. Lubimy mieć wygodne zakwaterowanie i zabrać kogoś z rodziny do pomocy przy opiece nad dzieckiem do towarzystwa.
Moim marzeniem jest w przyszłości zorganizowanie sobie życia tak, aby pracować przez Internet i móc podróżować po całym świecie. No cóż pomarzyć zawsze można…
Póki co, polecam wakacyjną wymianę!

{ 0 komentarzy… dodaj komentarz }